<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8231233691022102653</id><updated>2011-08-01T11:03:54.175-07:00</updated><title type='text'>Quidam</title><subtitle type='html'>Jakiś człowiek...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mikhael1504.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jakiś tam człowiek - Quidam</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>3</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8231233691022102653.post-8746200278586342033</id><published>2010-01-02T05:20:00.000-08:00</published><updated>2010-01-03T08:46:23.837-08:00</updated><title type='text'>Życie bez krawata</title><content type='html'>Był kiedyś taki dowcip:&lt;br /&gt;Przez pustynię czołga się facet - chudy, zarośnięty i wycieńczony z pragnienia. Po minięciu pewnej wydmy, spotyka beduina na wielbłądzie. Natychmiast rozpromieniony prosi go o wodę. Ten mu odpowiada:&lt;br /&gt;-Nie mam wody, ale mogę dać ci krawat.&lt;br /&gt;Na co mi krawat?, dziwi się facet i czołga się dalej. Po pewnym czasie spotyka na swej drodze karawanę kupiecką. Ci to na pewno mają wodę!, myśli. Kupcy jednak przecząco kręcą głowami:&lt;br /&gt;-Nie mamy wody, lepiej damy ci krawat.&lt;br /&gt;A na cholere mi krawat?, mysli już mocno zezłoszczony facet. No nic - czołgamy się dalej. Wreszcie spotyka faceta w dżipie.&lt;br /&gt;-Nie mam wody - odpowiada ten, zapytany - ale lepiej będzie jak dam ci krawat.&lt;br /&gt;Kurwa, powariowali od tego gorąca?! Facet mocno wkurzony czołga się dalej, aż wreszcie pod wieczór patrzy - a tam za kolejną wydmą oaza! Szybko, szybko biegnie w jej stronę, uradowany. Nagle odstrzega, że cały teren jest ogrodzony wysoką palisadą. Zdumiony dobiega do celu i widzi bramę, a na bramie karteczka:&lt;br /&gt;"Wstęp tylko w krawatach!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem czuję się właśnie jak ten facet. Tyle lat czołgałem się przez życie, mając nadzieję na znalezienie swojej oazy. Tak się pogrążyłem w jej poszukiwaniu, że zapomniałem o wszystkich innych, mniej ważnych i z pozoru nawet absurdalnych sprawach. Ostatecznie przekonałem się, że zrobiłem głupotę odrzucając od siebie resztę świata, choć przecież nie raz i nie dwa upominał się o mnie. Gdzieś musiałem coś przeoczyć, popełnić błąd, nie skorzystać z nadającej się okazji - wszystko to wróciło&lt;br /&gt;Teraz stoję sam pod palisadą, cały czas śmiertelnie spragniony, znikąd krawata, mogę tylko pluć sobie w brodę, czekać i błagać o to, by ktoś zdjął z palisady tabliczkę, lub dalej ruszyć w drogę i w końcu paść z wyczerpania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8231233691022102653-8746200278586342033?l=mikhael1504.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mikhael1504.blogspot.com/feeds/8746200278586342033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2010/01/zycie-bez-krawata.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/8746200278586342033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/8746200278586342033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2010/01/zycie-bez-krawata.html' title='Życie bez krawata'/><author><name>Jakiś tam człowiek - Quidam</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8231233691022102653.post-4021107970088799499</id><published>2009-12-08T15:31:00.000-08:00</published><updated>2009-12-10T03:57:17.273-08:00</updated><title type='text'>Devin Townsend Project - Addicted (2009)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/432/cover_43423392009.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 302px; height: 300px;" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/432/cover_43423392009.jpg" alt="" border="0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Drugi z serii czterech albumów spod szyldu Devin Townsend Project ujrzał światło dziennie 17 listopada tego roku. Tak jak i przy poprzednim wydawnictwie, tak i na tę premierę oczekiwałem z wielką radością, ale i niepokojem. Co prawda już dawno zdążyłem się przekonać, że w genialnej makówie pana Townsenda po prostu nie może wykluć się idea, która byłaby kompletnie niestrawna - martwiłem się raczej o kierunek, w jakim tym razem pójdzie jego twórczość, zwłaszcza że, jak zdążyłem się dowiedzieć, główną inspiracją tym razem był album &lt;font style="font-style: italic;"&gt;Dark Horse&lt;/font&gt; zespołu Nickelback. Nie jestem pewien kto tu na kim powinien się wzorować. Całe szczęście moje złe przeczucia co do jakości nowego albumu zostały już rozwiane i mogę z ręką na sercu stwierdzić, że Devin jak zawsze nie zawiódł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główną ideą projektu było nagranie czterech albumów, każdego w innej konwencji i innym składzie personalnym. Townsend tym razem zaprosił do współpracy perkusistę Ryana Van Poederooyena, z którym nagrał obie płyty swego poprzedniego projektu - Devin Townsend Band; wokalistkę Anneke van Giersbergen znaną z występów w grupie The Gathering, basistę Briana Waddella oraz gitarzystę Marka Cimino - obaj panowie raczej nieznani szerszej publiczności. Sam Townsend zajął się - jak zwykle - wokalami, gitarą i klawiszami, a także pisaniem tekstów, komponowaniem oraz produkcją krążka. Efekt ich wspólnej pracy to przebojowa mikstura soczystych riffów, energetycznej perkusji, świetnych growli Devina przeplatanych z czystymi partiami Anneke, a pod to wszystko podłożona bardzo zgrabna elektronika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na album składa się 10 utworów. Pierwsze co mnie zdumiało, gdy zobaczyłem playlistę to tytuł piątego kawałka - "Hyperdrive!". Czyżby to ten sam utwór z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziltoid the Omniscient&lt;/span&gt;? Włączyłem... i padłem na twarz. Tak, to ten sam kawałek! Mocno przearanżowany, z Anneke na wokalu, jednak melodia i tekst pozostały te same. Nie przepadam za takimi odgrzewanymi kotletami, zwłaszcza gdy odgrzewane są po ledwie dwu latach przerwy. Jednak muszę przyznać, że w nowej odsłonie kawałek ten idealnie wpisuje się w całą ideę albumu. Teraz mam zgryz, która wersja - oryginalna, czy może odświeżona - jest lepsza? Trudno wybrać, bo obie są prześwietne i błyskawicznie wpadają w ucho. Kolejnym utworem, który od razu mi się spodobał był drugi na liście "Universe in the ball!", ze świetnym wejściem perkusji, mocnym soczystym riffem i agresywnym wokalem. Słuchając tego kawałka wiem, za co najbardziej cenię sobie twórczość Townsenda - za umiejętność tworzenia wprost epickiego klimatu bez tasiemcowatych, wymyślnych solówek, bez przydługich i nudnych wstępów, bez typowego dla prog-rocka zadęcia. Cały ten album jest oparty na prostych, chwytliwych melodiach, bez zbędnego marudzenia, a mimo to wszystko tu jest jak najlepiej przemyślane i poukładane w całość - wiele radości daje samo słuchanie takich kawałków jak "Resolve!" czy "The way home!", jak i rozkładanie ich na czynniki pierwsze, wsłuchiwanie się w partie poszczególnych instrumentów, zagłębianie się w teksty... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Addicted&lt;/span&gt; jest zdecydowanie łatwiejszy w odbiorze niż wydany w maju &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ki&lt;/span&gt;, nastawiony głównie na przebojowość, momentami mocno zahaczający nawet o pop (jak np. dość cukierkowy "Ih-Ah!", albo taneczny "Bend it like Bender!"), to jednak całość ma pazur, a charakterystyczny wokal Devina przyprawia o ciary na plecach. Jest to idealny album zarówno do słuchania ze słuchawkami w uszach jak i na głośną taneczną imprezę (a akurat zbliża się Sylwester :)). Polecam szczególnie wszystkim tym, dla których prog-rock = nuda, oraz tym, którzy twierdzą, że Devin Townsend zżera własny ogon. :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8231233691022102653-4021107970088799499?l=mikhael1504.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mikhael1504.blogspot.com/feeds/4021107970088799499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2009/12/drugi-z-serii-czterech-albumow-spod.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/4021107970088799499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/4021107970088799499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2009/12/drugi-z-serii-czterech-albumow-spod.html' title='Devin Townsend Project - Addicted (2009)'/><author><name>Jakiś tam człowiek - Quidam</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8231233691022102653.post-5236303383933970430</id><published>2009-12-08T10:24:00.000-08:00</published><updated>2009-12-09T14:07:53.532-08:00</updated><title type='text'>Słowem wstępu</title><content type='html'>&lt;div class="TytulKomentowanegoWpisu"&gt;Przed utworzeniem bloga opierałem się dłuższy czas. Jednak pokusa wolnego uzewnętrzniania się przed ludźmi, bez ryzyka, że ktoś ci powie "głupi jesteś", "w dupie byłeś i gówno widziałeś"; bez ryzyka, że ktoś się od ciebie odwróci, wyśmieje, lub użyje twych słów przeciwko tobie samemu - ta pokusa w końcu zwyciężyła. Każdy czasem musi pokazać innym swoje bebechy. Sam przez wiele lat upierałem się, że ja nie muszę. Że sam sobie ze wszystkim świetnie dam radę. Kryłem się przez ludźmi, a zarazem nie dopuszczałem takiej możliwości, by i oni wciskali mi swoje żale. Bo i po co? Sam ma dość problemów, nie chcę słuchać o cudzych. Ostatnio jednak sporo się nauczyłem i w końcu, po wielu latach takiego życia w becikach, zaczynam mówić. I słuchać. Chyba dobrze na tym wychodzę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, a poza tym, z racji tego że jestem zapalonym melomanem, słuchającym wszystkiego co tylko wpadnie mu w łapy, blożek ten (blog-blożek? dobrze się to zdrabnia?) służył będzie jako moja prywatna recenzownia, gdzie będę się dzielił tym, czym warto się podzielić, i przestrzegał przed całą resztą :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8231233691022102653-5236303383933970430?l=mikhael1504.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mikhael1504.blogspot.com/feeds/5236303383933970430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2009/12/sowem-wstepu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/5236303383933970430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8231233691022102653/posts/default/5236303383933970430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mikhael1504.blogspot.com/2009/12/sowem-wstepu.html' title='Słowem wstępu'/><author><name>Jakiś tam człowiek - Quidam</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
